Poszukiwałem zatrudnienia jako model
1. Na początku chciałem pracować na wybiegu, oglądać młode koleżanki po fachu i pracować najbardziej rozpoznawalnych projektantów. Jakiś czas temu dostałem propozycję uczestniczenia w sesji zdjęciowej jednej z fabryk zajmujących się wyrobami z nabiału – śmietana, maślanka, ser biały. Nie myśląc długo przyjąłem ofertę. Pomieszczenie fotograficzne znajdowało się w miłej kamienicy w centrum mojego miasta. Estetyczne, chłodne, kompletnie przystosowane do rozpoczęcia zdjęć. W pomieszczeniu była trójka osób – najważniejszy fotograf, kobieta zajmująca się makijażem i ubiorem a także specjalista od ustawienia sceny oraz ustawienia oświetlenia – jak się później dowiedziałem będący w największym stopniu odpowiedzialny za sukces zdjęć. Poinformowano mnie, że sesja, do której jestem zatrudniony ma być wykorzystane do reklam zewnętrznych i tych ukazujących się w gazetach. Ich przedmiotem miał być jogurt z niewielką zawartością tłuszczu dlatego w elementami sceny były niebo słońce, trawa łączące się z przyrodą. Pozowałem głównie szczerząc się od ucha do ucha. Moim zadaniem było w w jak najdoskonalszy sposób wyrazić swój nieokiełznany zachwyt nad nowym towarem. Ja się delektowałem, a fotograf robił zdjęcia
2. Bułka z masłem, i to za dobrą płacę. Robienie zdjęć zajęło około kilka godzin, w ciągu których zjadłem trochę zbyt dużo jogurtów (miałem szczęście, że nie był to smalec). Fotki w których uczestniczyłem były tylko pierwszą częścią długiego procesu. Musiały one zostać poddane obróbce, uznane, wybrane, by później specjaliści mogli wynaleźć chwytający slogan reklamowy i zaplanować resztę kampanii w czasie. Reklamy w mediach i na ulicach ukazały się dopiero po kilkudziesięciu dniach od mojej wizyty studiu fotograficznym, a jogurt zaczął być obecny na półkach sklepowych krótko potem. Nie mam pojęcia czy dobrze się sprzedawał, ale przyznać mogę, że w podobnej sesji wziąłbym udział raz jeszcze.